Bilans wody na Ziemi stale się zmienia

Każdego roku, w tzw. dużym obiegu, trochę więcej wody z lądów dostaje się do oceanów niż z oceanów wraca nad lądy. To jest na szczęście niewielka różnica, jednak co roku jesteśmy na malutkim minusie, który w przeciągu kolejnych lat kumuluje w zauważalne zakłócenie wodnej równowagi. – mówi dr Piotr Mikołajczyk z Centrum UNEP/GRID-Warszawa.

Dow: Tematem, który nie schodzi z pierwszych stron gazet jest panująca w Polsce susza. Jednocześnie jednak mamy do czynienia ze zjawiskami ekstremalnymi takimi jak deszcze nawalne. Jako Koalicja Dbamy o Wodę często słyszymy od mieszkańców Żywiecczyzny, że nie ma żadnej suszy, a jeśli nawet, to o tej porze roku jest to normalne i nie ma co się jej obawiać, przecież woda na ziemi krąży w obiegu zamkniętym i nie może być jej mniej.

P.M.: O wodzie trzeba mówić dużo i z każdym rokiem będziemy o niej mówić coraz więcej, zarówno w kontekście suszy jak i powodzi. Woda bowiem jest dla nas niezbędna, potrzebujemy jej żeby żyć, produkować jedzenie, hodować zwierzęta, wytwarzać energię, materiały, przedmioty. Zauważmy, że w każdym właściwie procesie produkcji jest coś takiego jak „ślad wodny”. Woda jest więc kluczowa dla wszystkiego, z czym mamy do czynienia i co warunkuje naszą egzystencję. Dlatego tak bardzo odczuwamy jej brak, ale zarówno boimy się jej nadmiaru, bo jest żywiołem, którego nie umiemy do końca opanować.

Susza generalnie polega na tym, że wody jest za mało, czyli występuje tzw. deficyt. W Polsce mówimy o nim wtedy, gdy zasoby wody słodkiej na mieszkańca spadają poniżej mniej więcej 1700 m3. A nasza sytuacja i bez deficytu nie jest różowa, bo zasoby wody słodkiej w Polsce są około trzykrotnie mniejsze w porównaniu do średniej europejskiej i na jednego mieszkańca przypada mniej niż 3000 m3 wody.

Dow: To jak to jest, że w górach pada i stany rzek są przekroczone a w centralnej Polsce jest susza. Woda przecież płynie z góry do dołu? Skąd ta susza?

P.M.: Zjawiska klimatyczne zachodzą w cyklach czasowych i mają dłuższy horyzont. Analizuje się je więc m.in. nie poprzez jednorazowe anomalie czy krótkie fluktuacje, ale częstotliwość występowania w dłuższych okresach. Mam dane, które mówią, że susze w Polsce występowały dawniej średnio co około 5 lat, podczas gdy w latach 2013-2018 miały miejsce już prawie właściwie w każdym kolejnym roku, dotknęła nas także w bieżącym. Więc okresy deficytu wody występowały zawsze, ale były rzadsze i mniej dotkliwe.

Teraz odniosę się do sytuacji na Żywiecczyźnie. To obszar górski, a obszary górskie są obszarami chłodniejszymi, a to w obszarze chłodniejszym skrapla się para wodna będąca efektem nagrzewania obszaru cieplejszego (patrząc w układzie poziomym, bo oczywiście wysokość nad powierzchnią ziemi ma tu też znaczenie). I pomimo znaczących przekształceń przestrzeni dokonanych przez człowieka w ciągu wieków, nadal panują tam warunki, które powodują skraplanie się pary wodnej wygenerowanej i przeniesionej z cieplejszych obszarów. Tłumacząc to obrazowo, jeśli na przykład na otaczających góry wyżynach mamy tereny upraw rolniczych i teren jest pozbawiony lasów czy mokradeł, tak odsłonięta ziemia będzie się silniej nagrzewać i oddawać większość energii słonecznej w postaci ciepła. To tam woda intensywniej paruje, dzięki cyrkulacji mas powietrza wędruje nad góry (tereny chłodniejsze) i tam skrapla, dając silniejsze i gwałtowniejsze opady. Jeśli dodatkowo zdolności retencyjne terenu są pogarszane przez np. zabetonowanie przestrzeni, regulację cieków, wycinkę lasów (w tym tworzenie sieci dróg zrywkowych na zboczach – idealnych rynien do spływu wody) – woda, zamiast zatrzymywać się tam, gdzie spadła i wsiąkać lub powoli parować (co ochładza otoczenie, zatem ogranicza parowanie itd.) – jest szybko, w swej dużej masie i energii, „spuszczana” na tereny niżej położone.

W skali europejskiej, Polska należy do krajów ubogich pod względem posiadanych zasobów wody. Przyczyną takiego stanu jest stosunkowo mała ilość opadów atmosferycznych, mała retencja gleb oraz mała ilość wody magazynowanej w zbiornikach retencyjnych. Odnawialne zasoby wody słodkiej plasują Polskę dopiero na 24 miejscu spośród 27 krajów UE. Według zasobów wodnych przypadających na mieszkańca (jak wcześniej wspomniano, poniżej 3000 metrów sześciennych) plasujemy się na 22 miejscu.

Dr Piotr Mikołajczyk

Od 2001 roku pracuje jako specjalista od ochrony środowiska i różnorodności ekosystemów w Centrum UNEP/GRID-Warszawa, organizacji współpracującej z Programem ONZ do Spraw Środowiska (UNEP). Absolwent Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. Członek Rady Naukowej Koalicji Dbamy o Wodę.

Dow: Czy to prawda, że bilans wodny na Ziemi jest niezmienny?

P.M.: Ilość wody krążącej na naszej planecie od wieków jest taka sama i się nie zmienia. Należy jednak pamiętać, że woda na ziemi występuje w wielu postaciach (większość w morzach i oceanach, uwięziona w lodach…) i tylko jej niewielki procent nadaje się, jako powierzchniowe i gruntowe wody słodkie, do wykorzystania. Warto też pamiętać, że woda krąży na planecie w tzw. dużym oraz w wielu małych obiegach. Duży obieg wody to jej wymiana między lądami a oceanami. Możemy przedstawić to na liczbach… Według zgrubnych szacunków, każdego roku około 550 tysięcy kilometrów sześciennych wody wyparowuje z całej powierzchni Ziemi do atmosfery. Z oceanów i mórz wyparowuje około 86 procent, a z lądów około 14 procent tej ilości. Czyli znacząca większość parowania zachodzi na obszarze oceanów. Natomiast jeśli chodzi o ilość opadów atmosferycznych powstałych w wyniku tego parowania, to 74 proc. z nich spada nad morzami i 26 proc. nad lądem. Wynika z tego, że oceany „zaopatrują lądy w wodę”, przenosząc ją z prądami atmosferycznymi w postaci pary wodnej (pamiętajmy, że para wodna jest najbardziej rozpowszechnionym w atmosferze gazem cieplarnianym, niezbędnym dla funkcjonowania naszej planety), równoważąc w ten sposób wodę docierającą do mórz i oceanów rzekami. W teorii bilans ten powinien być mniej więcej zerowy i z reguły był, ale pojawiają się opinie, że każdego roku trochę więcej wody z lądów dostaje się do oceanów, niż z oceanów wraca nad lądy. To jest bardzo niewielka różnica, ale cały czas lądy są „na minusie”, więc następuje bardzo powolne ich osuszanie, które prowadzi do zakłóceń również w małych obiegach wody, które nie tylko już bezpośrednio odczuwamy, ale potrafią zakłócać obieg wody w dużym cyklu.

Na Żywiecczyźnie, jak też na innych obszarach, nie mamy stałych opadów deszczu, za to częste są zjawiska ekstremalne – deszcze nawalne, podtopienia i zalania, przeplatane długimi okresami niedoboru wody, potęgowanymi zwłaszcza jej „ucieczką” poprzez niedostateczną mikro i małą retencję w zlewni i zdewastowaną szatę roślinną (odsłonięta gleba nie gromadzi wody – wręcz przeciwnie, szybko ona z niej paruje i ucieka). Susza z powodzią są ze sobą w ostatnim okresie połączone w niekorzystnym dla nas cyklu.

Istnieje teoria, która zakłada, że na wzrost temperatury o 1,5 stopnia w ciągu 150 lat większy wpływ miały zakłócenia systemu obiegu wody niż emisje gazów cieplarnianych. Brak wody może być jednym z najpoważniejszych ryzyk dla produkcji rolnej i przyczyn kryzysów migracyjnych naszego wieku.

Dow: Co w takim razie możemy zrobić by próbować zatrzymać wodę?

P.M.: To co staramy się robić jako Koalicja Dbamy o Wodę na Żywiecczyźnie jest przykładem jak można działać w skali małych obiegów wody. Pewnych zmian już nie cofniemy, ale możemy się lepiej dostosowywać do obecnej sytuacji, podejmując działania na rzecz wzmocnienia retencji – jak wiele doświadczeń uczy, podejmując wiele niewielkich punktowych interwencji w górnych częściach zlewni, a także dbając o zdrowe ekosystemy (przede wszystkim naturalne cieki i ich bezpośrednie otoczenie, lasy i mokradła). Jeśli więc jesteśmy na terenie górskim, gdzie mamy do czynienia z deszczami nawalnymi, więc mamy nadmiar wody, to trzeba ją zatrzymać jak najbliżej miejsca, w którym spada. Chodzi o to, żeby zatrzymana woda stopniowo zasilała teren niżej położony. Musimy to robić zarówno przez rozwiązania systemowe zwiększające retencję, jak i małe indywidulane działania mieszkańców i gmin. Każdy z nas ma wpływ na zatrzymywanie wody np. weźmy przykład beczek na wodę. Niech każda z rodzin ma na podwórku 200 litrowy baniak na deszczówkę; pomnożone przez 200 gospodarstw domowych, daje to już 40 000 litrów wody. Do tego oczywiście działania dotyczące zagospodarowanie naszych posesji. Zwiększanie powierzchni tzw. biologicznie czynnej. Łąki kwietne, sadzenie drzew, oczka wodne. To są proste rzeczy, ale w ten sposób poprawiamy nasze małe – czy wręcz mikro obiegi wody.