Mało śniegu zimą, to mało wody latem

W ciągu najbliższych kilku dekad zjawiska, które do tej pory uważane były za anomalie, staną się normą – czekają nas w związku z tym fale upałów, powodzie i susze. Najbardziej czułe na zmiany klimatu staną się zasoby wodne, dlatego właśnie o nie powinniśmy troszczyć się najbardziej – uważa dr Bartosz Czernecki, klimatolog, członek Rady Naukowej Koalicji Dbamy o wodę.

Dbamy o wodę: Meteorolodzy już od dawna przepowiadają bezśnieżne zimy jednak śnieg wciąż pada. Tegoroczne ferie w polskich górach uznane zostały nawet za bardzo udane pod względem pogody. Dlaczego tak jest? Ile jeszcze zim przed nami zanim zupełnie przestanie padać śnieg?

Bartosz Czernecki: Faktycznie tak jest – zimą śnieg pada i w naszym klimacie nie jest to nic nadzwyczajnego, natomiast pada znacznie rzadziej niż w minionych latach. W danych archiwalnych z Żywiecczyzny, trend skracania się pokrywy śnieżnej jest wyraźnie widoczny – mniej więcej 1 dzień na rok. W perspektywie 100 lat okazałoby się więc, że statystycznie na koniec wieku śniegu już byśmy nie mieli. Jednak całkowicie bezśnieżne zimy nie są czymś co nam grozi w perspektywie najbliższych dekad. To horyzont kilkudziesięciu lat. Raczej nie za naszego życia, ale nawet gdyby ten najbardziej pesymistyczny scenariusz się zrealizował, to epizody śnieżne będą się pojawiać. To nie jest tak, że śnieg całkowicie zniknie i nikt go nigdy już nie zobaczy.

Dow: A co mówią nam dane historyczne? Gdybyśmy cofnęli się 30 lat, statystyki byłyby niższe?

B.C.: Sprawdziłem dane z okresu 1981-2010. Względem tego co mamy obecnie, różnica w czasie zalegania pokrywy śnieżnej, wynosi około dwóch tygodni, więc ten okres bardzo mocno się skrócił. Żywiecczyzna nie jest tu wyjątkiem. Patrząc na inne obszary w tej części świata, wszędzie wygląda to bardzo podobnie.

Dow: Jak podsumowałby Pan tegoroczną zimę na terenie powiatu żywieckiego?

B.C: Porównując średnie temperatury jakie panowały na Żywiecczyźnie w latach 1981-2010 z warunkami, które mieliśmy tej zimy, była ona cieplejsza mniej więcej o 2,5 stopnia Celsjusza. To jest naprawdę bardzo duża różnica, mniej więcej jak między klimatem Polski, a klimatem północnej Chorwacji. Pod tym względem ta zima była na pewno bardzo nietypowa. Chyba wszyscy pamiętają też rekordowo ciepły początek roku, okres sylwestrowo-noworoczny, gdzie mieliśmy nawet w środku nocy temperatury sięgające 15 stopni, z rekordem w Korbielowie – prawie 19 stopni. To była anomalia niespotykana w Polsce na pewno od 1781 roku, czyli od kiedy prowadzone i zapisywane są pomiary instrumentalne. Nawet w niektórych regionach Hiszpanii byłaby to sytuacja dość nadzwyczajna. Tak więc zima była wyjątkowo ciepła, jak również bardzo wilgotna – opadów na Żywiecczyźnie mieliśmy niemal o połowę więcej niż normalnie. Przy czym znacznie więcej w postaci ciekłej, a nie w postaci opadów śniegu.

Dow: Czy więcej opadów deszczu niż śniegu, to źle?

B.C.: Zdecydowanie! W zlewniach górskich to jest akurat bardzo niekorzystne zjawisko. Normalnie, stała pokrywa śnieżna izoluje glebę, więc wszystkie procesy związane z erozją przebiegają znacznie łagodniej. Ale to nie jest akurat aż takie istotne… Bardziej istotne są stosunki wodne, które ta pokrywa śnieżna nam zapewnia. Czyli jeżeli mamy stałą pokrywę śnieżną, która nam się stopniowo wytapia w okresie późnozimowym i wczesnowiosennym, to zapewnia nam ona infiltrację do pokładów hydrogeologicznych. W momencie, w którym pokrywy śnieżnej brak, a występuje opad w postaci ciekłej, to on najczęściej, zwłaszcza jeżeli opad jest intensywny a ziemia zmrożona, zamiast infiltrować w głąb przechodzi w spływ powierzchniowy. Czyli mimo, że te opady są relatywnie wysokie odpływają bardzo szybko do Bałtyku. W niewielki sposób zmieniają się wówczas dostępne zasoby wody, które mogą być używane latem, czyli okresie, kiedy mamy zwiększone parowanie i kiedy opady nie są już w stanie nadrobić deficytu wodnego. Dlatego to co się dzieje w górnych odcinkach rzek ma wpływ na to, jakie są później dyspozycyjne zasoby wodne dla mieszkańców nizin. I mimo tego, że na przedwiośniu poziom rzek się podnosi, zwłaszcza w górach, my tej wody w żaden sposób nie retencjonujemy. Nasza infrastruktura hydrologiczna została zbudowana tak, żeby przeciwdziałać powodziom i nadmiar wody jak najszybciej odprowadzić.

Dr Bartosz Czernecki

Klimatolog, adiunkt w Zakładzie Meteorologii i Klimatologii Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, członek rady naukowej Koalicji Dbamy o wodę.

 

Dow: Jak zmieniać się będzie klimat na terenach górskich? Jak wpływać będzie na zasoby wody w regionie?

B.C.: Trudno będzie nam zatrzymać trendy, z którymi się obecnie borykamy. Należy nastawić się na utrzymanie dalszego wzrostu temperatur powietrza i na dalszą zmianę charakteru opadów. Zamiast długich, ale powolnych opadów, które mogą nam właśnie zasilać wody dyspozycyjne, musimy się przygotować na długie epizody z ich brakiem, po których mogą następować krótkie, ale bardzo intensywne deszcze, powodujące w okresie zwłaszcza letnim powodzie typu błyskawicznego, czyli „flash flood”. W tej chwili procesy konwekcyjne, które najczęściej kojarzymy z letnimi burzami odpowiadają już za ponad połowę wszystkich opadów atmosferycznych które mamy na Żywiecczyźnie, więc musimy się nauczyć tę wodę w jakiś sposób przechwytywać i nią gospodarować.

W obszarach górskich proces skracania zalegania pokrywy śnieżnej będzie postępował. Trudno tutaj spodziewać się zahamowania, skoro mamy w tej chwili wzrost temperatury powietrza na poziomie około 3,5-4 stopni na 100 lat. Z punktu widzenia turystyki, rolnictwa czy przemysłu, zmiany klimatu będą coraz bardziej dotkliwe. Świat przyrody ożywionej również reaguje na wzrost temperatury. Zmiany zachodzą zbyt szybko, żeby rośliny mogły się do nich przystosować. Część gatunków, które mają możliwość szybkiej migracji, przynajmniej częściowo będzie próbowała migrować w górne partie. Będą postępowały też problemy z erozją, która przekłada się na retencjonowanie wody. To jest cały mechanizm sprzężeń przyczynowo skutkowych, który zaczyna się właśnie od wzrostu temperatury i jest najbardziej spektakularnym przejawem tego, co się dzieje w całym systemie klimatycznym, a w konsekwencjach też w hydrosferze.

Dow: Jakie działania może podejmować przeciętny człowiek, by pomóc zatrzymać wodę zimą?

B.C.: Odpowiedzią może być mała retencja. W raporcie „Zmiany klimatu a zasoby wodne na Żywiecczyźnie”, który sporządziła Koalicja Dbamy o wodę zostały nawet zawarte odpowiednie rekomendacje. Oprócz zwiększania lesistości i ograniczania spływu wód, zalecane jest budowanie oczek wodnych i to nie tylko przydomowych, ale także śródpolnych czy śródleśnych.

Dow: Według ostatniego badania, 60 procent mieszkańców Żywiecczyzny uważa, że bardziej niebezpieczna jest susza letnia niż brak pokrywy śnieżnej zimą. Które zjawisko jest groźniejsze dla regionu i dlaczego?

B.C.: Musimy pamiętać o tym, że mało śniegu zimą oznacza mało zasobów wodnych latem, a uzupełnienie zasobów hydrogeologicznych to nie jest kwestia jednego czy dwóch lat. To często kwestia całych dekad i dlatego ten proces jest procesem bardzo długofalowym. Jeżeli brakuje śniegu tylko jednej zimy, istnieje szansa, że zasoby wodne się odbudują. Ale jeśli bezśnieżne zimy będą się pojawiały znacznie częściej, to będzie już nie anomalia, tylko sytuacja typowa i zasoby nie będą się w stanie odbudować. Pokłady, z których czerpiemy wodę będą musiały być coraz bardziej pogłębiane.

Jednak z punktu widzenia odbiorcy końcowego, który cały czas ma wodę w kranie, brak śniegu nie jest powiązany z jej potencjalnym brakiem. Latem, kiedy jest bardzo gorąco, gołym okiem widać, że ziemia jest sucha, nie ma wody w rzece, albo jest jej bardzo mało, łatwiej ten proces w jakiś sposób powiązać.

Dow: 92% ankietowanych mieszkańców Żywiecczyzny stwierdziło, że już dziś odczuwa wpływ zmian klimatu na swoje codzienne życie. Jak te zmiany możemy odczuwać za 20 czy 30 lat? I czy możemy im jakoś zapobiec?

B.C.: Zmiana klimatu jest procesem globalnym i bardzo dużo zależy od tego, co się będzie działo w perspektywie globalnej, a nie regionalnej. Na pewno jednak możemy wdrożyć szereg działań, które będą pozwalały na łagodzenie skutków zmian klimatu, czyli takich, które będą prowadziły do zmniejszenia naszego śladu węglowego. Co tutaj możemy zrobić? Przede wszystkim możemy starać się ograniczyć emisje związane z transportem. Może to być transport oparty o samochody elektryczne, transport zbiorowy, czy też po prostu mniejsza ilość podróży. Na pewno znaczenie mają wszelkie działania związane z termomodernizacją budynków, żebyśmy potrzebowali mniej ciepła do ich ogrzewania. Te działania nie dotyczą wyłącznie mieszkańców Żywiecczyzny, są niezależne od tego, gdzie mieszkamy. Jeżeli spojrzymy na najnowsze symulacje klimatyczne czy na najnowsze raporty Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu, to sytuacja, z którą będziemy się mierzyć w perspektywie następnych 2-3 dekad, jest w dużym stopniu pochodną tego, co jako ludzkość robiliśmy kilkadziesiąt lat temu. To nie jest tak, że ilość gazów cieplarnianych, które emitujemy dzisiaj, przyniesie konsekwencje klimatyczne już jutro, czy nawet za dwa lata. To jest proces, który jest przesunięty w czasie i jest związany z bardzo długim cyklem życia gazów szklarniowych. Jeżeli chcemy ograniczyć skutki zmian klimatu w perspektywie drugiej połowy XXI wieku, to działania musimy wdrożyć już teraz. To jest ostatni moment, zdaniem większości naukowców, do tego, żeby zmiana klimatu mogła w ogóle zostać zatrzymana.

Wszystkie symulacje klimatyczne wskazują, że sytuacje, które uznajemy za typowe warunki pogodowe, będą się zdarzały statystycznie rzadziej. W perspektywie następnych 20-30 lat musimy przygotować się na zwiększoną intensywność fal upałów, zwiększone ryzyko związane z powodziami, przede wszystkim z powodziami błyskawicznymi, ale też z suszami. Możemy mieć więc zwiększenie intensywności i jednego, i drugiego zjawiska, bo sytuacja, która była do tej pory traktowana jako norma, będzie występowała znacznie rzadziej. Czyli paradoksalnie możemy mieć sytuację, w której norma będzie nową anomalią, bo cały czas będziemy albo w jednym stanie skrajnym, albo w drugim. Nasza troska przede wszystkim powinna koncentrować się na zasobach wodnych, bo te najprawdopodobniej będą najbardziej czułe na zmiany klimatu.